Już 25 czerwca reprezentant Our Team Poznań, Jacek Rzepecki drugi raz stanie na zawodowym ringu. W walce wieczoru na gali Champions Fight Night Round 4 w Kościerzynie zmierzy się z utalentowanym Jarosławem Daschke. Tylko nam popularny „Rzepa” udzielił wywiadu, w którym opowiada o swoich przygotowaniach, ocenia przeciwnika i zapewnia, że kibice którzy przyjadą go wspierać mogą liczyć na dobre show. 

Magdalena Dubert: Zanim przejdziemy do tej walki, która zbliża się wielkimi krokami powróćmy do tej, która miała miejsce ostatnio, czyli do starcia na GSW XI w Śremie. Maciej Drajer dość mocno Cię okopał zanim położyłeś go na deski, ale czy teraz z Twoim zdrowiem już wszystko jest w porządku?

Jacek Rzepecki: Tak, jak najbardziej, wszystko w porządku. Popełniłem kilka błędów i otrzymałem parę czystych, niskich kopnięć. Wiadomo, w walce nieraz swoje trzeba przyjąć i należy się z tym liczyć, najważniejsze, że jestem w pełni sił i nic mi nie dolega.

Zdążyłeś w ogóle odpocząć po tej walce? Czy od razu wróciłeś na salę i trenowałeś na pełnych obrotach?

Nie no, trochę odpoczywałem po wygranej walce. Dwa dni miałem takiego pełnego odpoczynku, później siłownia, bieganie i od kolejnego tygodnia wróciłem już do mocnych i intensywnych treningów. Ale parę dni było takich luźniejszych, żeby po ciężkich przygotowaniach i walce trochę się zregenerować.

A czy w czasie tych kilku dni odpoczynku zdarzyło się zrobić coś „sportowo niedozwolonego”? Zjeść pizzę, Big Maca, kubeł lodów albo wypić zimne piwo?

Na pewno! Zawsze po walce pozwalam sobie na to. To jest taka moja mała nagroda za wszelkie wyrzeczenia w trakcie przygotowań. Już nie pamiętam co dokładnie, ale na pewno coś takiego się pojawiło.

No to skoro kwestię poprzedniej walki mamy już omówione to przejdźmy do tej, która nadchodzi. Masz za sobą niezwykle intensywny okres – zawodowa walka w Śremie, mistrzostwa Polski, sparingi w twoim klubie i tak dalej. Można powiedzieć, że „w treningu” jesteś cały czas więc o formę chyba nieszczególnie się martwisz…

Tak, dokładnie. W cyklu treningowym jestem praktycznie przez cały rok, nie robię sobie żadnych przerw. Czasem te kilka dni po walce, o czym już mówiłem. Sezon w kickboxingu jest długi i bardzo wymagający, ale trenerzy bardzo dobrze przygotowują mnie i resztę zawodników do poszczególnych startów, także koncentrując się na treningach o swoją formę mogę być spokojny.

fot. Wojtek Olejniczak
fot. Wojtek Olejniczak

Kiedy dowiedziałeś się o możliwości zawalczenia na Champions Fight Night Round 4 i czy od razu wiedziałeś, kto będzie twoim potencjalnym rywalem?

O tej walce dowiedziałem się jakoś w kwietniu, z dużym wyprzedzeniem. W sumie od razu, bez zastanowienia, z uśmiechem od ucha do ucha przyjąłem tę propozycję. Czeka mnie duże wyzwanie, ale po to to robię.

Twoim przeciwnikiem na CFN będzie Jarosław Daschke. Czy znasz tego zawodnika? Wiesz czego możesz się po nim spodziewać?

Tak znamy się już. Walczyliśmy kiedyś ze sobą, mijaliśmy się nie raz na turniejach rangi mistrzowskiej. To bardzo dobry rywal, doświadczony, wielokrotny mistrz Polski. Chcę się z nim zmierzyć i już naprawdę nie mogę się tego starcia doczekać. A czy wiem czego się po nim spodziewać? Miałem okazję kiedyś w finale mistrzostw Polski z nim zawalczyć więc mniej więcej wiem. Chociaż od tamtego pojedynku minęło sporo czasu, a ja z walki na walkę stale się rozwijam i jestem coraz lepszy. Z całą pewnością będziemy świetnie przygotowani, damy dobre widowisko i co bym teraz nie mówił, to ring i tak wszystko zweryfikuje.

Dość często zdarza się, że zawodnicy oglądają walki swoich przeciwników i na ich podstawie układają taktykę na rywala. Czy ty też masz to w zwyczaju? No i czy masz już jakiś plan na tę walkę? Oczywiście nie chodzi o to, żeby go zdradzać, ale czy już w twojej głowie układają się już kombinacje na to starcie?

W głowie sobie ten plan stale układam, wiem co muszę zrobić by wygrać i pod tym kątem będę bardzo dobrze przygotowany. Szczerze mówiąc nie mam w zwyczaju oglądać swoich przeciwników. Czasem obejrzę jedną lub dwie ostatnie walki z czystej ciekawości. Ale jego pojedynki tak naprawdę zdarzyło mi się oglądać już lata temu, kiedy zaczynałem wchodzić w ten sport i rozpoczynałem treningi, bo wtedy on odnosił już spore sukcesy. Teraz wolę zostawić to trenerom, ufam im i wiem, że dobrze mnie przygotują pod danego rywala.

Plany już jakieś na te walkę masz w głowie więc kolejne pytanie brzmi czy zacząłeś już fizyczne przygotowania pod tę walkę? Bo to, że jesteś w intensywnym treningu w ogóle już ustaliliśmy…

Tak! Przygotowania pod nią trwają praktycznie od momentu, w którym przyjąłem propozycję. Obecnie jestem po Mistrzostwach Polski Seniorów w K-1, gdzie po 3 walkach wywalczyłem brązowy medal, ale najwyższa forma będzie właśnie na Gali.

fot. Magdalena Dubert
fot. Magdalena Dubert

Twoja walka z Jarosławem Daschke została okrzyknięta walką wieczoru. Czy w związku z tym odczuwasz jakąś dodatkową presję, a jeśli tak to czy bardziej cie ona motywuje czy stresuje?

Nie, absolutnie nie jest to dodatkowa presja, tylko motywacja. Jest to jeszcze większe wyzwanie i dzięki temu czuje się bardziej nakręcony. Uwielbiam walczyć na galach! to zupełnie inna dawka emocji. Kocham to co robię, uwielbiam tą energię i adrenalinę.

Masz całkiem spory kawałek do przejechania, bo Kościerzyna jest oddalona od Poznania o ponad 200 km. Przyzwyczaiłeś kibiców do kończenia walk naprawdę szybko. Czy teraz znowu będziesz starał się zakończyć starcie błyskawicznym nokautem czy jednak chciałbyś się w końcu trochę dłużej pobawić w ringu i powalczyć na pełnym dystansie?

Przede wszystkim, tak jak powiedziałaś, walka jest całkiem daleko, bo niespełna 300 km od Poznania więc jedziemy tak naprawdę do jaskini lwa. Ale to też działa na mnie motywująco – jeśli cała sala będzie przeciwko mnie to tym lepiej, bo ja będę jeszcze bardziej zmobilizowany. Oczywiście liczę na grupę kibiców, która pojedzie mnie wspierać, bo to jest strasznie ważne, to się naprawdę czuje w ringu. Nawet jeśli miałoby to być kilkanaście osób, to spory zastrzyk dla zawodnika i czuje się to wsparcie. A co do samej walki, to standardowo nie nastawiam się na żaden nokaut. Ja po prostu wyjdę przygotowany, pewny swoich umiejętności i dam z siebie wszystko.

Oglądając twoje walki, czy to z mojej perspektywy czyli spod ringu, czy to z trybun można dojść do wniosku, że bardzo słuchasz tego, co podpowiada ci narożnik. Czy faktycznie tak jest czy jednak często się buntujesz i robisz po swojemu?

To fakt, naprawdę bardzo staram się słuchać i przyznam, że cały czas się tego uczę. Po prostu nieraz są takie momenty i emocje w ringu, że nic z zewnątrz nie dociera. Jeśli w 100% słucham swoich trenerów i ich wszystkich podpowiedzi, to te założenia wchodzą i wygrywam walki.

Masz za sobą już parę lat treningów, mnóstwo stoczonych pojedynków no i wiele jeszcze przez tobą. Co bardziej pcha cię do tego, że brniesz dalej? Otoczenie? Motywacja bliskich czy po prostu wewnętrzna potrzeba?

Ja to robię bardziej dla siebie, po prostu czerpię z tego radość. Uważam, że odnalazłem swoją drogę w życiu, to moja pasja. Poza tym stale przełamuję kolejne bariery, pokonuję słabości, rozwijam swój potencjał. Przede wszystkim udowadniam samemu sobie, że można, to mnie najbardziej motywuje i nie pozwala mi przestać. Ten sport sprawia że jestem szczęśliwy i wiążę z nim swoją przyszłość. Ale nie da się ukryć, że robię to również dla rodziny, najbliższych mi osób i wszystkich którzy trzymają za mnie kciuki, dla wszystkich w klubie, bo to jest nasza wspólna, ciężka praca, nie ma drogi na skróty.

Jesteś najstarszy jeśli chodzi o grono twoich klubowych kolegów. Mimo to dogadujesz się z nimi, bo jeśli ktokolwiek orientuje się w funkcjonowaniu Our Team Poznań wie, że ten klub to nie tylko trening ale i wielka przyjaźń. Czy to, że trenujesz z młodszymi, dla których często jesteś wzorem, jest dla ciebie dodatkowym bodźcem?

Oczywiście! W klubie wszyscy dogadujemy się bez względu na wiek, czuć przyjaźń nie tylko na sali ale i poza nią. W końcu spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, widzimy się każdego dnia, przeżywamy razem zwycięstwa i porażki, jesteśmy ze sobą zżyci. Atmosfera jest niezmiernie ważna, to moim zdaniem jeden z czynników niezbędnych do osiągania sukcesów. Jeśli faktycznie jestem wzorem dla innych, to bardzo mi miło z tego powodu, to mnie mobilizuje jeszcze bardziej. Zawsze chętnie pomogę, jeśli ktoś poprosi mnie o pomoc lub o radę – to normalne, sam jako początkujący podglądałem lepszych i bardziej doświadczonych od siebie, pytałem o nurtujące mnie kwestie. W sumie, do dziś tak jest, z natury jestem bardzo ciekawy i często mam wiele pytań…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments