Dawid Kownacki - fot. Irek Pindral

– Wiele razy już tak mówiłem, gdy strzeliłem gola, że teraz pójdzie, a potem nie trafiałem. Po prostu każdego dnia wykonuję ciężką pracę i wierzę, że zacznę strzelać regularnie – mówił po meczu z Wisłą Kraków napastnik Lecha Poznań Dawid Kownacki.

Przez prawie pół godziny wtorkowego meczu na boisku razem przebywali Marcin Robak i Kownacki. Jak młody piłkarz ocenia ich współpracę? – Dało nam to gola, Marcin strzelał, ja dobiłem. Myślę, że swoje zrobiliśmy. Graliśmy blisko siebie, było nas więcej w polu karnym, co stwarzało większe zagrożenie dla przeciwnika. Pierwszy raz z Marcinem razem graliśmy w Warszawie przez krótki czas, dzisiaj znowu. Musimy być gotowi na różne warianty i ustawienia.

Napastnik od dawna czekał na gola w barwach Kolejorza. Czy teraz, gdy zrzucił już z siebie to brzemię będzie mu się łatwiej grało i w końcu zacznie trafiać seryjnie do bramki przeciwników? – Nie wiem czy ta bramka zrzuci ze mnie presję i szczerze się nad tym nie zastanawiam. Wiele razy już tak mówiłem, gdy strzeliłem gola, że teraz pójdzie, a potem nie trafiałem. Po prostu każdego dnia wykonuję ciężką pracę i wierzę, że zacznę strzelać regularnie, bo tego mi brakuje. Ale nie chcę mówić, że to jakieś wielkie przełamanie.

Kownaś zdobył bramkę, ale jak pokazały powtórki znajdował się na pozycji spalonej. Sytuacja dość podobna do tej z Warszawy z meczu z Legią, gdy Lech stracił gola w doliczonym czasie gry. Jak to skomentuje młody snajper poznaniaków? – Słyszałem, ale to ma już znaczenia. Nie zastanawiałem się nad tym, miałem klapki na oczach, tylko piłka mnie interesował i kiedy zobaczyłem, że bramkarz ją odbił po prostu ją dobiłem. Cieszę się z tego, sędzia nie gwizdnął, a jeśli był spalony to chyba minimalny. Na pewno była to inna sytuacja od tej, po której straciliśmy gola w Warszawie, była taka mijanka. Ale nie ma co gdybać, gol padł i jest 1:1.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz