fot. Irek Pindral

Nie był to wymarzony debiut nowego trenera Jana Urbana. Lech Poznań po raz kolejny nie potrafił wygrać w Ekstraklasie. Przegrywał już nawet dwoma bramkami z Ruchem Chorzów, ale udało mu się doprowadzić do remisu 2:2 i zdobyć punkt.

W poniedziałek Lech pożegnał się z Maciejem Skorżą i zatrudnił na stanowisku trenera Jana Urbana. Sobotni mecz z Ruchem był więc jego debiutem w Kolejorzu. Nowy szkoleniowiec nie przeprowadził rewolucji w składzie, jedyną niespodzianką był brak w kadrze meczowej Marcina Robaka i występ na szpicy Kaspra Hämäläinena.

Takiego początku zarówno Urban, jak i kibice, którzy jednak nie zbojkotowali meczu, się nie spodziewali. Już w pierwszej akcji spotkania goście objęli prowadzenie. Patryk Lipski z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne, a Mariusz Stępiński wygrał powietrzny pojedynek z Paulusem Arajuurim i efektownym szczupakiem skierował głową piłkę do siatki.

Lechici wyglądali jakby dostali obuchem w głowę. Przez kolejne minuty nie potrafili się pozbierać, co chwilę tracili futbolówkę i prokurowali groźne okazje dla Ruchu. W 21. minucie Łukasz Trałka skiksował we własnym polu karnym próbując wybić piłkę, a upadając zagarnął ją ręką. Sędzia Tomasz Musiał nie podyktował jednak rzutu karnego dla chorzowian.

Goście podwyższyli prowadzenie chwilę później. Kolejny stały fragment gry, Lipski znowu dośrodkował z rzutu wolnego na głowę Stępińskiego, a ten ponownie wygrał pojedynek z Arajuurim i głową pokonał Jasmina Buricia. Koszmar gospodarzy trwał w najlepsze.

Lechitom udało się jednak zdobyć bramkę kontaktową przed przerwą. Barry Douglas podał do Szymona Pawłowskiego, ten zwodem minął obrońcę i oddał „centrostrzał”, który zaskoczył Matusa Putnocky’ego i wylądował w siatce.

Na drugą połowę nie wyszli już bezproduktywni Maciej Gajos i Gergö Lovrencsics zastąpieni przez Darko Jevticia i Dawida Kownackiego. Zmiany wniosły nieco ożywienia w szeregi Lecha, a jego akcje w końcu zaczęły się zazębiać. Niewiele jednak z tego wynikało, gdyż gospodarze albo strzelali za lekko jak Karol Linetty, bądź niecelnie jak Kownacki czy Marcin Kamiński. Ten pierwszy miał jeszcze jedną doskonałą okazję, ale jego strzał końcówkami palców wybił Putnocky.

Poznaniacy dopięli jednak swego i wyrównali w 81. minucie. Po ogromnym zamieszaniu w polu karnym obrońcy Ruchu najpierw zablokowali Jevticia, a później Trałkę, lecz piłka spadła pod nogi Kamińskiego, który ostatecznie niemal wepchnął futbolówkę do siatki. Pytanie jednak brzmi czy obrońca Lecha nie znajdował się na pozycji spalonej.

Do końca spotkania pozostało jeszcze trochę czasu, lecz gospodarze nie potrafili już pokonać bramkarza gości. Najlepszą okazję miał Douglas w doliczonym czasie gry. Tym razem jednak z rzutu wolnego, jego najsilniejszej broni, nie trafił nawet w bramkę.

>>> Tabela i terminarz Ekstraklasy

Lech nie wygrał w debiucie trenera Urbana, a do swojego mizernego dorobku dopisał tylko i aż jeden punkt. Teraz przed Kolejorzem seria czterech wyjazdowych meczów, w Lidze Europy z Fiorentiną, w Ekstraklasie z Legią Warszawa i Śląskiem Wrocław oraz w Pucharze Polski z Zagłębiem Lubin. O pierwsze zwycięstwo pod wodzą nowego szkoleniowca może być niezwykle trudno.

Lech Poznań – Ruch Chorzów 2:2 (1:2)

Bramki: 0:1 Stępiński (1. – głową), 0:2 Stępiński (25. – głową), 1:2 Pawłowski (41.), 2:2 Kamiński (81.)

Lech: Jasmin Burić – Kebba Ceesay (83. Dariusz Formella), Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Gergö Lovrencsics (46. Darko Jevtić), Maciej Gajos (46. Dawid Kownacki), Szymon Pawłowski – Kasper Hämäläinen

Ruch: Matus Putnocky – Martin Konczkowski, Michał Koj, Mateusz Cichocki, Marek Zieńczuk – Maciej Urbańczyk (71. Maciej Iwański), Łukasz Surma – Kamil Mazek, Patryk Lipski, Tomasz Podgórski – Mariusz Stępińki

Żółte kartki: Łukasz Trałka, Marcin Kamiński – Martin Konczkowski

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz