Mariusz Rumak i jego asystent Dariusz Dudek / fot. Patryk Pindral

– Trzeba wykorzystywać sytuacje kiedy się je ma, bo jeśli się tego nie robi to przeciwnik na pewno skorzysta z Twoich błędów. Dzisiaj niestety taka lekcja nas spotkała, ale czasami lepiej raz przegrać 3:0 zamiast trzy razy po 1:0 – powiedział po meczu z Lechem Poznań trener Śląska Wrocław Mariusz Rumak.

Szkoleniowiec gości długo szukał odpowiednich słów, by oddać przebieg meczu. Nie miał wielkich pretensji do swojego zespołu, a przeciwnika chwalił za umiejętność wykorzystania błędów jego drużyny. – Czasami są takie mecze, po których ciężko coś powiedzieć żeby jasno oddać to, co działo się na boisku. Z mojej perspektywy słabo rozpoczęliśmy, zbyt bojaźliwie, nisko, ale już mniej więcej koło dwudziestej minuty zaczęliśmy powoli realizować to, co chcieliśmy, ale już było 1:0. W drugiej połowie zaczęliśmy lepiej grać w piłkę, tworzyć sytuacje, ale to był ten moment, w którym straciliśmy najpierw drugą bramkę, później trzecią. Wydaje się, że jest 3:0 i wielka dominacja Lecha, ale ja tak tego nie odbieram. Wielka zasługa przeciwnika, że wykorzystał wszystkie nasze błędy, a my nie potrafiliśmy na to odpowiedzieć.

Mecz z Lechem był pierwszym z serii trudnych spotkań, jakie czekają Śląsk do końca tego roku. Trener wierzy w zespół, ten jednak musi nauczyć się wykorzystywać sytuacje, które stwarza na obcych boiskach. – Myślę, że ten zespól będzie powoli dojrzewał. Powiedziałem swoim piłkarzom, że na takich stadionach w Poznaniu, Warszawie i jeszcze kilku miejscach trzeba wykorzystywać sytuacje kiedy się je ma, bo jeśli się tego nie robi to przeciwnik na pewno skorzysta z Twoich błędów. Dzisiaj niestety taka lekcja nas spotkała, ale czasami lepiej raz przegrać 3:0 zamiast trzy razy po 1:0. Mimo, że głowy trochę bolą, to jednak optymistycznie patrzymy na to, co jest przed nami. A tam na pewno trudne mecze, bo przyjeżdża Legia, jedziemy na Lechię, potem Pogoń, Wisła Kraków. Ciężki okres przed nami, wymagający, ale też pełen fajnych wyzwań, mam nadzieję, że podołamy.

Opiekun wrocławian zdecydował się na grę tylko jednym typowo defensywnym pomocnikiem – Adamem Kokoszką. Na papierze partnerował mu Sito Riera, ten piłkarz jednak zdecydowanie lepiej czuł się w ataku niż w obronie. – Tak naprawdę jedynym wyborem był Ostoja, który mógł jeszcze zagrać na tej pozycji. On ciężko pracuje żeby wrócić do formy, trzeba było podjąć jakieś decyzje, żeby to ułożyć. Zagraliśmy odwróconym trójkątem, z jedną „szóstką”. Myślę, że po części w ofensywie nam się to sprawdziło, bo rzadko sobie przypominam jeszcze z czasów, kiedy tu pracowałem, żeby ktoś sobie stworzył tyle sytuacji na Lechu. Jest to naprawdę trudne, mają dobrych obrońców, a my sobie stworzyliśmy dzisiaj sytuacje. Natomiast dużo zaniechania w defensywie, być może tutaj nam zabrakło tego, że tych mechanizmów nie było takich, jakbyśmy chcieli.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz