Kasper Hämäläinen (Lech Poznań) - fot. Irek Pindral

Lech Poznań po thrillerze wygrał w Gdańsku z Lechią 2:1. Kolejorz prowadził po golach Kaspra Hämäläinena i Szymona Pawłowskiego, ale w końcówce stracił bramkę z rzutu karnego. Po wielkich emocjach w doliczonym czasie gry i fenomenalnej interwencji rezerwowego bramkarza Macieja Gostomskiego utrzymał wynik i odniósł bardzo ważne zwycięstwo, wracając na fotel lidera.

Tym razem trener Maciej Skorża postawił dokładnie na taki sam skład, który w środę wygrał ze Śląskiem Wrocław. Lechici grali pod presją wyniku, gdyż w sobotę Legia Warszawa pokonała Pogoń Szczecin i Kolejorz, by odzyskać fotel lidera musiał zwyciężyć w Gdańsku.

Początek spotkania nie był zbyt ciekawy. Oba zespoły więcej uwagi poświęcały walce w środku pola niż konstruowaniu ofensywnych akcji. Pierwszy groźniejszy strzał kibice obejrzeli dopiero w 24. minucie. Bruno Nazario uderzył sprzed pola karnego, ale Jasmin Burić zdołał odbić to uderzenie.

Poznaniacy odpowiedzieli pięć minut później, lecz była to od razu bramkowa akcja. Zaur Sadajew zakręcił w narożniku pola karnego Nazario, po czym podał do nadbiegającego Łukasza Trałki. Kapitan Lecha uderzył z pierwszej piłki, jednak zamiast trafić w bramkę wyszła mu asysta do Hämäläinena, który z bliskiej odległości nie miał problemów z trafieniem do siatki.

Goście chcieli pójść za ciosem i po chwili mieli kolejną dogodną okazję. Sadajew wpadł w pole karne i będąc sam na sam z Łukaszem Budziłkiem składał się już do strzału, ale w ostatniej chwili piłka została wybita przez Gersona. Pytanie brzmi czy Brazylijczyk najpierw nie trafił w nogę napastnika Lecha, a dopiero potem w futbolówkę…

Do przerwy prowadził Lech i to także on lepiej zaczął drugą połowę. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Barry’ego Douglasa i zamieszaniu w polu karnym Lechii piłkę do siatki wpakował Marcin Kamiński. Bramka nie została jednak uznana, bo obrońca Kolejorza był na pozycji spalonej. W odpowiedzi po kornerze gospodarzy Stojan Vranjes główkował ponad poprzeczką.

Lechici dążyli do podwyższenia prowadzenia i w 63. minucie mieli ku temu doskonałą okazję. Wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Darko Jevtić popisał się świetnym podaniem na wolne pole do Dawida Kownackiego. Młody skrzydłowy Lecha minął Budziłka, ale z interwencją zdążył Grzegorz Wojtkowiak, który „przestawił” piłkarza Kolejorza i wybił piłkę.

Swoje szanse miała też Lechia, lecz dobrze dysponowany tego dnia był Burić. Najpierw sparował na rzut rożny atomowe uderzenie Macieja Makuszewskiego, a moment później wybił nad poprzeczką strzał Kevina Friesenbichlera.

Goście z Poznania dopięli swego w 74. minucie. Piłkę daleko kopnął z własnego pola karnego bramkarz Kolejorza, fatalny błąd popełnił Rafał Janicki, który jej nie wybił, a tą idealnie przyjął Pawłowski i bez namysłu posłał do siatki obok wychodzącego z bramki Budziłka. Asystę przy tym golu zaliczył Burić.

Wydawało się, że wynik spotkania jest rozstrzygnięty, ale wielkie emocje miały się dopiero zacząć. Wielkiego pecha miał bohater Lecha, Burić. Doznał kontuzji (mięśnia czworogłowego, nie zagra już do końca sezonu – dop. red.) i musiał opuścić boisko. Na nim pojawił się Maciej Gostomski, który stracił miejsce w składzie po fatalnym występie w finale Pucharu Polski.

Rezerwowy bramkarz już po chwili musiał wykazać się umiejętnościami, by obronić strzał z bliska Vranjesa. Nie ustrzegł się jednak błędu w doliczonym czasie gry, kiedy źle wyszedł do dośrodkowania. Sytuację próbował ratować Dariusz Formella wybijając piłkę ramieniem. Sędzia Szymon Marciniak zauważył to zagranie, pokazał lechicie czerwoną kartkę, a gospodarzom przyznał rzut karny. Jedenastkę pewnie wykorzystał Vranjes.

Po kontaktowym golu emocje sięgnęły zenitu. Gdańszczanie praktycznie nie schodzili z połowy poznaniaków i po chwili mogli wyrównać. W zamieszaniu w polu karnym gości Antonio Colak główkował w kierunku bramki, ale fenomenalną interwencją, jedną ręką, piłkę niemal z linii wybił Gostomski. Ta obrona była na miarę trzech punktów dla lechitów i powrotu na fotel lidera. Do mistrzostwa dla Kolejorza pozostały trzy kroki…

Lechia Gdańsk – Lech Poznań 1:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Hämäläinen (29.), 0:2 Pawłowski (74.), 1:2 Vranjes (90. – karny)

Lechia: Łukasz Budziłek – Grzegorz Wojtkowiak, Rafał Janicki, Gerson, Rudinilson (66. Piotr Grzelczak) – Ariel Borysiuk, Stojan Vranjes – Maciej Makuszewski, Sebastian Mila, Bruno Nazario (85. Piotr Wiśniewski) – Kevin Friesenbichler (71. Antonio Colak)

Lech: Jasmin Burić (82. Maciej Gostomski) – Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Dawid Kownacki (76. Dariusz Formella), Kasper Hämäläinen, Szymon Pawłowski – Zaur Sadajew (61. Darko Jevtić)

Czerwona kartka: Dariusz Formella (90. – zagranie piłki ręką w polu karnym)

Żółte kartki: Kevin Friesenbichler, Sebastian Mila – Zaur Sadajew, Barry Douglas

Widzów: 23921

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz