Lech Poznań - Wisła Kraków / fot. Irek Pindral

Lech Poznań w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski pokonał w Krakowie Wisłę 4:2 i po remisie 1:1 w pierwszym spotkaniu awansował dalej w rozgrywkach. Kolejorz już przed przerwą zdobył trzy bramki, ale w drugiej połowie dał sobie strzelić dwa gole. W końcówce jednak przypieczętował sprawę awansu.

Trener Nenad Bjelica na ten ważny mecz musiał nieco przemeblować podstawową jedenastkę. Z powodu kontuzji nie mógł zagrać Paulus Arajuuri, a za kartki pauzował Łukasz Trałka. Zastąpili ich odpowiednio Lasse Nielsen i Abdul Aziz Tetteh. Chorwat zdecydował się także na zmianę w ataku, od początku zagrał Marcin Robak w miejsce Dawida Kownackiego.

Początek w wykonaniu obu zespołów był mocno przeciętny, ale gry na pewno nie ułatwiała pogoda. W środę w większości kraju spadł śnieg, nie inaczej było w Krakowie. Boisko było pokryte białym puchem, a w dodatku zmarznięte.

Kiedy piłkarze dostosowali się do warunków atmosferycznych zaczęły się też emocje. Wiślacy mogli objąć prowadzenie po błędzie Jana Bednarka. Piłkę przejął Paweł Brożek i popędził z nią na bramkę poznaniaków. Wyszedł do niego próbujący ratować sytuację Jasmin Burić i obaj zawodnicy starli się przed polem karnym. Wiślak upadł, a zespół gospodarzy domagał się odgwizdania faulu i czerwonej kartki za faul bośniackiego bramkarza. Gwizdek arbitra Pawła Raczkowskiego jednak milczał. Sytuacja mocno kontrowersyjna i niejednoznaczna, nawet powtórki do końca nie rozstrzygnęły czy było przewinienie.

W kolejnych minutach lechici wzięli sprawy w swoje ręce. W 19. minucie Maciej Gajos odważnie wszedł w pole karne i chciał podać wzdłuż bramki do kolegów, lecz Piotr Żemło wybił piłkę. Ta jednak wróciła pod nogi gości, Tamas Kadar zagrał do Radosława Majewskiego, którego w polu karnym sfaulował Boban Jović. Do rzutu karnego podszedł oczywiście Robak i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce sprawiając sobie prezent na 34. urodziny.

Poznaniacy zrealizowali cel minimum czyli zdobycie bramki w Krakowie. To ich jednak nie zadowoliło, a w pierwszej połowie byli po prostu lepsi od krakowian, co pokazali w kolejnych minutach. Grali szybciej, bardziej zdecydowanie, ofensywnie. W 28. minucie było już 2:0. Piłka krążyła między piłkarzami w środku pola, by w końcu trafić do Darko Jevticia. Będący ostatnio w wysokiej formie Szwajcar idealnie zagrał w pole karne do wbiegającego Macieja Makuszewskiego, który nie mógł zmarnować tak dobrej okazji.

Lechitom wciąż było mało. Gospodarzy jeszcze przed przerwą dobił Jevtić, który niemal z własnej połowy wystartował do podanie na wolne pole Makuszewskiego. Pomocnik Lecha piłkę przyjął, wpadł z nią w pole karne i umieścił w siatce obok bezradnego Łukasza Załuski. Jeszcze w 45. minucie Kolejorza miał doskonałą okazje na kolejnego gola, ale Robak nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem Wisły.

Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, tak samo jak sprawa awansu. Jednak krakowianie od początku drugiej połowy zaczęli grać lepiej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 51. minucie znowu błąd Bednarka, który podał piłkę do… Petara Brleka, a ten będąc sam przed bramką pokonał Buricia.

W gospodarzach zatliła się iskierka nadziei, ale dość szybko zgasił ją… Adam Mójta. Obrońca Wisły chwilę po golu dla jego zespołu sfaulował Makuszewskiego i zobaczył drugą żółtą kartkę w spotkaniu i musiał opuścić boisko.

Krakowianie jednak mimo gry w osłabieniu nie cofnęli się do obrony, nie mając już nic do stracenia. I to przyniosło skutek w 66. minucie. Po zamieszaniu w polu karnym Lecha piłka trafiła ostatecznie do Patryka Małeckiego, który strzałem w długi róg pokonał Buricia.

Lech po przerwie grał nerwowo, jednak po stracie dwóch bramek zacieśnił szyki obronne i nie pozwolił Wiśle doprowadzić do remisu i jeszcze większych emocji. Sam zaś rozstrzygnął mecz w 82. minucie. Po szybkim kontrataku Kadar zagrał do rezerwowego Kamila Jóźwiak, ten wpadł w pole karne ze skrzydła i wyłożył piłkę jak na tacy Majewskiemu. Pomocnik Kolejorza mocnym strzałem zdobył czwartą bramkę dla gości.

Wynik 4:2 utrzymał się do końcowego gwizdka i to Lech mógł cieszyć się z awansu do półfinału Pucharu Polski. Tam w wyniku losowania po meczu zmierzy się z Pogonią Szczecin. Pierwsze spotkanie zostanie rozegrane w Poznaniu na koniec lutego lub początku marca.

Wisła Kraków – Lech Poznań 2:4 (0:3)

Bramki: 0:1 Robak (21. – karny), 0:2 Makuszewski (28.), 0:3 Jevtić (38.), 1:3 Brlek (51.), 2:3 Małecki (66.), 2:4 Majewski (82.)

Wisła: Łukasz Załuska – Boban Jović, Piotr Żemło, Alan Uryga, Adam Mójta – Krzysztof Mączyński, Denis Popović (61. Jakub Bartosz) – Patryk Małecki, Petar Brlek, Rafał Boguski(80. Krzysztof Drzazga) – Paweł Brożek (70. Mateusz Zachara)

Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Jan Bednarek, Tamas Kadar – Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos (86. Dariusz Dudka) – Maciej Makuszewski, Radosław Majewski, Darko Jevtić 68. Kamil Jóźwiak) – Marcin Robak (76. Dawid Kownacki)

Czerwona kartka: Adam Mójta (57. – za dwie żółte)

Żółte kartki: Krzysztof Mączyński, Adam Mójta, Denis Popović, Piotr Żemło, Patryk Małecki – Abdul Aziz Tetteh, Tomasz Kędziora

Widzów: 10 507

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments