Piotr Rutkowski - fot. screen z youtbue.com/LechTV
Piotr Rutkowski - fot. screen z youtbue.com/LechTV
Piotr Rutkowski – fot. screen z youtube.com/LechTV

Od zeszłego czwartku, po kompromitacji z islandzkim Stjarnan i odpadnięciu z europejskich pucharów, niemal cały Poznań żył Lechem. A właściwie oczekiwaniem na nowego trenera.

Mariusz Rumak nie podał się do dymisji, ale praktycznie było przesądzone, że odejdzie. Moment jednak wybrał sobie najgorszy z możliwych. Jak się okazuje zarząd Lecha na czele z właścicielem Jackiem Rutkowskim nie był na to przygotowany. Na pucharową klęskę. Trzeci rok z rzędu. Wygląda na to, że panowie Rutkowscy dali się w końcu porwać entuzjazmowi kibiców i niezachwianej wierze w piłkarzy…

A tu nagle klops. Lechici nie potrafią strzelić bramki półamatorskiemu zespołowi z Islandii. Fani nie wytrzymują i dają upust długo tłumionej złości. Tłum chce krwi, ofiara może być tylko jedna. Końcówka meczu to już sąd nad trenerem. Co robić? Po kilku godzinach pojawia się lakoniczne oświadczenie, że decyzja dotycząca sztabu pojawi się dopiero we wtorek. Do tego czasu nie ma zmian. Rumak jedzie do Gdańska na mecz z Lechią.

Przyznaje, nie wierzyłem w dobry rezultat tego meczu. Sądziłem, że drużyna „bez trenera” nie będzie w stanie zdobyć punktów z gdańskim „dream teamem”. I niemal do końca tak było, ale przebłysk Tomka Kędziory i Łukasz Teodorczyka, „pomoc” Mateusza Możdżenia, a wcześniej głupota Zaura Sadajewa i Lech zgarnia zwycięstwo. Ale to paradoksalnie było najmniej ważne. Wynik przecież nie miał znaczenia w końcowym rozrachunku trenera Rumaka.

W poniedziałek i wtorek w gazetach i w internecie krążyły głównie dwa nazwiska: Maciej Skorża i Waldemar Fornalik. Ten pierwszy to od kilku lat marzenie i pomysł Jacka Rutkowskiego na szkoleniowca Lecha. Ten drugi, były selekcjoner reprezentacji Polski, to postać także nieobca, wszak poznał właściciela kilka lat temu podczas pracy jeszcze w Amice Wronki.

Kibice i dziennikarze niecierpliwie czekali. We wtorek popołudniu było już wiadomo, że trener Mariusz Rumak rano został zwolniony. A oświadczenie co dalej, nie konferencję, zaplanowano na godzinę 19. Czas mijał i robiło się coraz ciekawiej. Po kolejnej naradzie Rady Nadzorczej nadal nic nie było wiadomo. Poza tym, że póki co będzie opcja trenera tymczasowego. A kandydaci byli doprawdy ciekawi. Marek Bajor, Ivan Djurdjević, Krzysztof Chrobak…

W końcu, z opóźnieniem, około godziny 21 pojawiła się oficjalna informacja. Rumak zwolniony, trenerem tymczasowym Chrobak. Do kiedy? Oficjalnie do znalezienia szkoleniowca „który będzie rozumiał filozofię klubu, budował drużynę w oparciu zarówno o profesjonalny scouting, jak i wychowanków Akademii Lecha”. Nieoficjalnie, nie wiadomo…

Skąd w ogóle taki pomysł? I po co ta cała szopka? Nie można było tego ogłosić już w piątek po meczu ze Stjarnan? A tak Rutkowscy stali się zakładnikami wtorkowego terminu i na szybko musieli szukać zastępstwa na stanowisku trenera. Mimo zapewnień, że nie było łapanki, jakoś trudno w to uwierzyć. Odmówił Djurdjević, pewnie też i Bajor. W końcu zgodził się Chrobak, który przy okazji może się przypomnieć prezesom innych klubów.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że w obecnej chwili nie można było zatrudnić Skorży. Do końca sierpnia ma umowę na wyłączność z jedną z arabskich agencji menedżerskich, która szukała mu pracy w Arabii Saudyjskiej. Znając skłonność do oszczędzania (albo skąpstwa) panów Rutkowskich nie trudno się domyślić, że wolą poczekać do września niż wypłacać rekompensatę za wcześniejsze przyjście Skorży. A przecież ten trener na pewno będzie kosztował Lecha dużo więcej niż Rumak. I dlatego stworzono w Poznaniu funkcję tymczasową, takiego „przeczekacza”.

A co się stanie jak trener Chrobak wygra wszystkie mecze za swojej tymczasowej kadencji? Cóż, pewnie nic, wróci do swoich obowiązków w Akademii Lecha zachowując miłe wspomnienia i poczucie dobrze wypełnionego zadania. A jeśli przegra? To tylko kilka meczów, jest reforma, podział punktów, odrobi się.

Tak jak w zeszłym roku? Tylko, że wtedy w rundzie finałowej ta różnica nie została zniwelowana. A mecz z Lechią nie zdarzy się co tydzień. Niestety w podejściu panów Rutkowskich do klubu nadal nie widać wielkich zmian. Jak najmniej włożyć, jak najwięcej wyciągnąć, jak najmniejszym wysiłkiem. Ktoś tu widać zapomniał (po raz kolejny), że prawdziwym dobrem Lecha są kibice. Nie piłkarze, trenerzy czy zarząd.

Ludzie, którzy przychodzą na stadion, wydają swoje pieniądze, zdzierają gardła. A czego oczekują? Profesjonalizmu. Dialogu. Poczucia trwałości. A co dostają? Tymczasowość. Milczenie. Puste obietnice.

Zarząd chce, by klub był najlepszy pod względem sportowym, ale też marketingowym. Ale kompletnie nie wykorzystuje potencjału, to dalej jest „syndrom oblężonej twierdzy„. My decydujemy o wszystkim, a wy cierpliwie czekajcie na jakieś oświadczenie, przysłowiowy „ochłap”.

Niestety, póki co do profesjonalizmu Legii Lechowi daleko. Kibice oburzą się pewnie, no bo jak to, warszawiacy dopiero co skompromitowali się nie dopilnowawszy przepisów, ale nawet taką klęskę potrafili wykorzystać. Większość dziennikarzy i kibiców nie krytykowała klubu, tylko decyzję UEFY o walkowerze! Przecież to niebywałe! Do tego akcja „Niech wygra futbol” („Let Football Win”) w mediach społecznościowych, zaangażowanie żurnalistów w odwołania, zrobiła się z tego niemal telenowela „Uwolnić Or… Legię!”

Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć, że w dzisiejszym świecie kibica trzeba szanować, hołubić, „rozmawiać” z nim? A nie tylko traktować jak maszynkę do wyciągania pieniędzy? Po tylu latach? Wyobraźcie sobie co by się działo, gdyby nagle na Twitterze pojawił się Jacek Rutkowski. Szok. Niedowierzanie. Setki kliknięć, polubień. Ok, zagalopowałem się, właściciel Lecha, który nagle się ujawnia publicznie? Ta nutka tajemniczości musi pozostać. Ale już Piotr Rutkowski to nie taka mrzonka. Jest młody, na pewno zna się na mediach społecznościowych i wiedziałby jak „rozmawiać” z kibicami i dziennikarzami. Takie otwarcie się na świat zbudowałoby zaufanie do obecnego zarządu. Bo tego chyba najbardziej obecnie brakuje. Z postawy „musicie nam zaufać, bo my wiemy wszystko najlepiej” na „zaufajcie nam, jesteśmy z Wami i naprawdę wiemy co robimy”.

To jak? Pierwszego września wydajemy oświadczenie „Maciej Skorża trenerem Lecha” i nie obchodzi nas co o tym myślicie? Czy może jednak wykorzystamy ten czas na zbudowanie zaufania wokół zarządu i przygotujemy grunt dla nowego szkoleniowca, który nie cieszy się wielką popularnością wśród poznańskich kibiców? Piłka po Waszej stronie, panowie Rutkowscy…

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz